Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Strzelin
Tajemnica ratusza

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Tadeusz Weltner, były mieszkaniec Strzelina, postanowił po latach opowiedzieć o wydarzeniach, których świadkiem był jako młody chłopak.

Słoneczne przedpołudnie. Strzeliński rynek przemierza wyglądająca dość młodo osoba, która zna szczegóły wydarzeń z lat 60 – tych.

- Swój młodzieńczy wygląd zawdzięczam umiłowaniu do przygód oraz temu, że zawsze podchodziłem do nich z uśmiechem na ustach. Jest „typem raczej niespokojnym” i zawsze pasjonowało mnie zaglądanie właśnie tam, gdzie nie bardzo było mi wolno – mówi pan Tadeusz.

Podobnie zachował się właśnie w latach 60-tych, gdy Pan Rogowski pracował przy ruinie ratusza w Strzelinie. Młody chłopiec lubił obserwować, co dzieje się w tej części miasta, do której niedługo miał sam się przeprowadzić. Podczas wycieczek poznawał jej zakamarki. Jednym z jego ulubionych zajęć była właśnie obserwacja pana Rogowskiego, jak ten wywoził gruz z centralnej części miasta przy pomocy wozu, który ciągnął koń.

Już wcześniej snuł młodzieńcze fantazje na temat domniemanych tuneli pod strzelińskim rynkiem i skarbach tam ukrytych. Nie domyślał się wtedy, że mogą się one rzeczywiście znajdować się w bardziej odsłoniętym miejscu. - Pewnego dnia Rogowski coś odkopał spod tych gruzów – relacjonuje pan Tadeusz. Wyglądało to jak dodatkowy pokoik postawiony tuż przy ścianie ratusza. Po odgarnięciu reszty gruzu dokopał się do stalowych drzwi.

Dalsze wypadki musiał już jednak obserwować z odległości o parę kroków większej, gdyż na miejscu pojawili się pierwsi gapie. - Zaczęli się dobierać do tych drzwi – opowiada dalej. – W ruch poszedł palnik – dodaje. To, co ukazało się jego oczom, przeszło najśmielsze oczekiwania. Za drzwiami widoczna była krata, a obok niej stały... sanki.

- Były tak stare, że jak na nich stanąłem, to pękły pode mną od razu – pan Tadeusz przypomina sobie tę chwilę. Jednak nie to skupiało uwagę wszystkich, którzy byli na miejscu.

- Za kratą znajdowało się pomieszczenie podzielone na dwa mniejsze – mówi świadek. – Po jednej stronie widziałem coś, co wyglądało jak skrytki depozytowe, po drugiej - metalową skrzynię, która mogła mieć około 70 centymetrów wysokości i 50 szerokości. Wyglądała jak sejf.

Dalsze wypadki musiał jednak obserwować z jeszcze większej odległości, gdyż na miejscu pojawili się przedstawiciele aparatu bezpieczeństwa i wszyscy „zwykli” obywatele musieli zostać odsunięci jak najdalej. Po rozprawieniu się z kratą weszli do środka i zaczęli wynosić różne rzeczy. Co to mogło być, nie da się dziś jednoznacznie stwierdzić. Pan Tadeusz twierdzi, że widział tam różne papiery i wiele innych, jednak widok skutecznie uniemożliwiała pewna przeszkoda. - Rozwinęli coś na kształt parawanu – relacjonuje. – Dalej już nikt nic nie widział. Przyjechało jeszcze jakieś auto. Wołga albo Moskwicz. Na pewno było czarne – stwierdza z pełnym przekonaniem. – Auto z plandeką. „Aparat” zniknęło tak szybko, jak się pojawiło.

Pan Tadeusz mówi, że istnieje szansa, że „sejf” znalazł się na chwilę w Powiatowej Radzie Narodowej albo w budynku „partii”, ale potem na pewno został gdzieś wywieziony.

- Niewielka część tego transportu znajduje się w wrocławskim Arsenale – twierdzi Sylwia Macheta ze Strzelińskiego Ośrodka Kultury.

Co stało się zresztą? Możemy chyba już tylko się domyślać, gdyż prawdopodobnie poznanie prawdy nigdy nie będzie dane.

Podczas spotkania z Panem Tadeuszem Weltnerem opowiedział on o jeszcze jednej dziwnej sprawie z tamtego okresu. Podobno na początku lat 70-tych z kaplicy ewangelickiej, która znajdowała się w miejscu, gdzie dzisiaj jest park obok ZSP 1, zostały zabrane płyty nagrobne. Miały być one wykonane z marmurów i innych drogich kamieni. Ich historia jest jeszcze bardziej tajemnicza. Dzisiaj wiadomo, że przez chwilę składowane były niedaleko byłego więzienia przy ulicy Pocztowej. - To były takie czasy, że wszystko szło na odbudowę Warszawy – opowiada pan Tadeusz. – Tam wszystko musiało być najlepsze, najpiękniejsze. Nikt nie liczył się z mniejszymi miasteczkami.

Co się tyczy skarbów z ratusza, to można tylko snuć domysły, co w rzeczywistości mogło być tam składowane. Pan Tadeusz twierdzi, że najprawdopodobniej były to różne drogocenne drobiazgi, które mieszkańcy miasta zdeponowali w czasie wojny. Możliwe, iż znaleziono tam biżuterię lub inne aktywa. Niestety tego się raczej nigdy nie dowiemy. Wieść gminna niesie, że część transportu zniknęła, a wraz z nią kliku przedstawicieli władzy, którzy mieli ochraniać konwój...


PM



o © 2007 - 2019 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Wtorek 10 grudnia 2019
Imieniny
Danieli, Bohdana, Julii

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl