Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Strzelin
Powieściopisarka w kaputkach

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Słucha tylko dwójki, w korku układa sobie życie lub wyobraża losy przechodniów, a sama o sobie mówi, że ma mózg jak archiwum narodowe. Małgorzata Kalicińska, autorka „Domu nad rozlewiskiem”, spotkała się z czytelnikami w bibliotece w Strzelinie.

Jej życiowe motto brzmi: „Masz maturę, to se poradzisz”

W związku z tym debiut przed 50 nie stanowił dla niej żadnego problemu. Trzy powieści napisane rok po roku przyniosły jej sławę i sukces. W pisaniu się odnalazła i czuje się z nim jak w „porannych kaputkach”. Ale jest krytyczna wobec siebie i tego co robi, a nade wszystko pragnie sprawdzić czy potrafi napisać coś jeszcze. Współpraca z czasopismami „Wróżka” i „Bluszcz” wymaga od niej nauki nowej formy wypowiedzi, jaką jest felieton, ale sama autorka mówi, że nie czuje się jeszcze stuprocentową felietonistka. Ta krótsza od powieści forma wbrew pozorom jest dla niej trudniejsza. W podobnym tomie wypowiada się o stworzonej przez siebie trylogii. Mimo że nie jest to proza z najwyższej półki, pisarka ma nadzieję, że przypomni czytelnikom o tym, co jest naprawdę ważne w życiu.

Z zawodu „kura domowa”

Obecnie jest kobietą sukcesu, ale pytana o wykształcenie i zawód bez wstydu wymienia jednym tchem; absolwenta Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, nauczycielka, współtwórczyni programów telewizyjnych m.in. wiadomości TVP1 i Kawy czy herbaty, później - kura domowa. Nigdy nie pracowała w wyuczonym zawodzie. Studia ukończyła bez przekonania, wbrew sobie. W wielu publicznych wypowiedziach podkreśla, że okres spędzony w domu był dla niej wspaniały. Uwielbiała (i nadal lubi) gotować i rozpieszczać podniebienia rodziny. Oczywiście chce być za to chwalona. Nie znosi, gdy pytany o ulubioną potrawę domownik lub gość odpowiada, że cokolwiek „upichci” będzie pyszne.

W swoich książkach stara się ocalić od zapomnienia tzw. biedapotrawy i regionalne smakołyki. Pojawiają się one na stołach współczesnych biesiadników rzadko i przypadkowo. Traktowane są jak nowości, frykasy. Małgorzata Kalicińska ma nadzieję, że przepisy zamieszczone w książce nie tylko ocaleją, ale wrócą na stale do codziennego menu jej czytelników.

Z szuflady...

Na niewielkim strychu biblioteki miejskiej pisarka opowiadała o genezie swoich powieści. Wielkie załamanie po stracie majątku, a tym samym przyjaciół i ukochanego miejsca sprawiły, że poczuła chęć przelania swych uczuć na papier. Terapeutyczne pisanie do szuflady nigdy nie miało ujrzeć światła dziennego. Pierwsza powieść została opublikowana za namową córki, drugą - wynegocjował wydawca. Trzeci tom powstał z inicjatywy autorki, która nie chciała porzucać ulubionej postaci. Trylogia mazurska ma jednak pozostać trylogią. Małgorzata Kalicińska nie planuje poszerzenia cyklu, choć jak mówiła, wszystko może się wydarzyć.

Zapytana przez czytników o dalsze plany nie ukrywała, że odnalazła się w pisaniu i tworzy nową książkę, która pierwotnie miała być spisem rodzinnych dziejów. Ta publikacja obejmuje m.in. dzieciństwo autorki, zbiór historii rodzinnych, czasy PRL – u. Pierwotnie nie była przeznaczona dla publiczności.

...na ekran

O serialu mówi, że jest to osobny byt, którego nie dyskredytuje, ale jest świadoma, że zaczyna on żyć własnym życiem. Traktuje go więc jak matka dziecko, które rozpoczyna samodzielne życie. Ma zamiar się przyglądać pracy reżysera i aktorów teraz, ale oceniać ich pracę później, gdy obejrzy finalny produkt. Po raz pierwszy zobaczy swoje dzieło oczami reżysera, wyrecytowane przez aktorów 4 października, w niedzielny wieczór. Jak sama powieściopisarka mówi, to najlepszy jaki mogła dostać czas antenowy.

Atmosfera na stryszku była bardzo ciepła i swobodna. Pytań padło dużo, odpowiedzi były ciekawe i w dużej części anegdotyczne. Chwilami dialog, jaki nawiązał się między autorką i jej czytelnikami, przechodził w miłą pogawędkę. Salwy śmiechu wypełniały pomieszczenie raz po raz, jak na przykład w chwili, gdy autorka wspomniała, jak w szlafroku i kapciach pędziła wieczorem do jedynego otwartego wieczorem sklepu na wsi.

Entuzjaści twórczości Małgorzaty Kalicińskiej opuszczali bibliotekę niechętnie, na pamiątkę pod pachą zabierając podpisane przez autorkę egzemplarze „Domu nad rozlewiskiem”, a w głowach przepis na szczęście. Życia ma nie starczyć na plany i marzenia. Trzeba je realizować, czasami z małą korektą (autorka nie polecała nauki baletu przy 70.). Szczęście jest na wyciągnięcie ręki.


Anna Chamuczyńska



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Poniedziałek 30 marca 2020
Imieniny
Amelii, Dobromira, Leonarda

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl