Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Nierozliczony mord bałkański

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Niedawne zatrzymanie Ratko Mladicia zwróciło uwagę świata na problem rozliczania zbrodni popełnionych w czasie wojen w byłej Jugosławii. Generał Mladić jak mało kto zasłużył na aresztowanie. Jednak nie on jedyny...

Ratko Mladć jest odpowiedzialny za masakrę w Serbrenicy, gdzie zamordowano około osiem tysięcy Bośniackich mężczyzn i chłopców. Dowodził również oblężeniem Sarajewa, w czasie którego na skutek ostrzału zginęło ok. 10 000 osób, w tym półtora tysiąca dzieci. W ciągu kilku dni media zapewne dostarczą niemało informacji o jego dokonaniach. To wydarzenie pociągnie też za sobą istotne skutki międzynarodowe - usunięto bowiem jedną z najpoważniejszych przeszkód na drodze Serbii do wstąpienia do Unii Europejskiej.

Nierozliczone zbrodnie

Główni aktorzy tamtej wojny w większości zostali już złapani lub nie żyją. Przywódca bośniackich Serbów, dr psychiatrii Radovan Karadžić oczekuje na proces w Hadze. Były prezydent Chorwacji, gen. Franjo Tudjman, uważany w swojej ojczyźnie za bohatera, zmarł zanim zdecydowano się postawić mu zarzuty. Dowódca chorwackiej armii, gen. Ante Gotovina został niedawno skazany na 24 lata więzienia, co wywołało oburzenie dużej części jego rodaków. Prezydent Bośni, Alija Izetbegović, także mógłby zostać oskarżony, Bośniacy byli najczęściej ofiarami, ale także oni popełniali zbrodnie. Jednak prezydent Bośni nie zostanie już osądzony - zmarł jako bohater w 2003 roku. Mniej szczęścia miał prezydent Serbii, Slobodan Miloszewić, który zmarł już w więzieniu w Hadze. Spośród przywódców zaangażowanych w wojnę państw poszukiwany jest już tylko Goran Hadžić, były prezydent samozwańczego państewka chorwackich Serbów. Za informacje, które umożliwiłyby jego schwytanie, wyznaczono nagrodę w wysokości 14 milionów dolarów. Prawdopodobnie prędzej czy później również on zostanie aresztowany.

Mogłoby się wydawać, że zbrodnie zostały już w zasadzie rozliczone, a osądzenie pozostałych sprawców jest już tylko kwestią czasu. Nie jest to do końca prawda. Jeszcze mnóstwo pracy czeka prokuratorów i sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Byłej Jugosławii. Szereg spraw nie tylko jest daleko od zakończenia, ale nawet się jeszcze nie rozpoczęło. Są wśród nich i takie, w których udowodnienie winy nie powinno stanowić problemu, ale procesy toczące się w lokalnych sądach nierzadko kończą się uniewinnieniem oskarżonych pod byle pretekstem.

Jedną z takich spraw jest wydanie muzułmańskich uchodźców z Czarnogóry w ręce bośniackich Serbów. Bezbronni ludzie, których jedyną winą było pochodzenie etniczne i którzy nie chcieli brać udziału w wojnie, zostali aresztowani przez policję i wydani w ręce morderców. Przeżyło ledwie kilku.

Co kto gdzie?

W tym miejscu konieczne jest kilka słów wyjaśnienia relacji etnicznych panujących w tej części byłej Jugosławii. Prawosławni Czarnogórcy, którzy stanowią w swoim kraju nieznaczną większość czuli się związani z Serbią, dlatego zdecydowali się na utworzenie z nią luźnej federacji – Nowej Jugosławii. Drugą najliczniejszą grupą etniczną Czarnogóry są również prawosławni Serbowie, którzy tym bardziej nie widzieli powodu do oddzielania się od Serbii. Pozostałe mniejszości narodowe nie są na tyle liczne, by mogły stać się zarzewiem poważniejszych konfliktów. Czarnogóra jest jedynym krajem powstałym na gruzach Jugosławii, który nie doświadczył w końcu XX wieku wojny. To nie tylko spokojny, jak na lokalne warunki, kraj. Niewielka Czarnogóra jest też wyjątkowo pięknym miejscem. Położona nad południowym Adriatykiem ma wspaniałe wybrzeże, ale także wysokie góry przez które przepływa rzeka Tara, która wyżłobiła najgłębszy (do 1300 m) w Europie kanion. W Czarnogórze nie wykształcił się przemysł, a jednym z głównych źródeł dochodu jest turystyka.

W sąsiedniej Bośni stosunki etniczne są nieporównanie bardziej skomplikowane. Republika jest zamieszkana niemal wyłącznie przez Bośniaków (w większości muzułmanów), prawosławnych Serbów i katolickich Chorwatów. Najliczniejsi są Bośniacy, ale nawet oni nie stanowią większości. W czasie rozpadu Jugosławii każda z tych grup dążyła do utworzenia własnego państwa i toczyła walki z pozostałymi. Tereny zamieszkiwane przez poszczególne grupy wzajemnie się przenikają tworząc niewielkie enklawy, a obszary jednolite etnicznie były przed wojną stosunkowo rzadkie. Mapa etniczna przedwojennej Bośni przypominała lamparcią skórę. Niemal każdy był otoczony przez przedstawicieli innych narodów, co w  latach dziewięćdziesiątych oznaczało, że niemal każdy był otoczony przez wrogów. Wrogość pomiędzy narodami byłej Jugosławii ma długą historię - każda ze stron pieczołowicie przechowywała katalog krzywd i upokorzeń, jakich doznała od sąsiadów, dlatego kiedy w 1992 roku wybuchła wojna, nabrała ona natychmiast niezwykle brutalnego charakteru. Blisko 80% mieszkańców Bośni musiało opuścić swoje domy. Uchodźcy trafili do wszystkich sąsiednich krajów, pewna ich część do Czarnogóry.

Złudne bezpieczeństwo

Bośniacy przebywający w Czarnogórze nie byli tylko uciekinierami, niektórych wojna zastała tam w czasie podróży służbowych, kiedy byli na wczasach czy u rodziny. Stacjonujący w Czarnogórze bośniaccy żołnierze armii jugosłowiańskiej po zwolnieniu ze służby nierzadko nie mogli wrócić do kraju przez zamknięte granice. Wszyscy liczyli, że są w spokojnej Czarnogórze bezpieczni, że nie grozi im szaleństwo czystek etnicznych które ogarnęło ich rodzimy kraj. Wielu z nich zapłaciło za to wysoką cenę.

Policja i służby specjalne bośniackich Serbów zwróciły się do Czarnogóry o wydanie przebywających tam Bośniaków oraz bośniackich Serbów oskarżanych o dezercję. Ich prośba spotkała się z przychylną odpowiedzią. Czarnogórcy darzyli Serbów sympatią, wielu z nich uważa się za Serbów, nie widzieli powodu do odmowy. Inaczej traktowano Bośniaków, w większości muzułmanów, szybko odżyło stare poczucie wrogości, sięgające swoimi korzeniami odległych czasów panowania Turcji. Rozpoczęło się polowanie na uchodźców. Zatrzymywano niemal wyłącznie mężczyzn w wieku poborowym. Za powód wystarczało muzułmańskie imię czy nazwisko, miejsce urodzenia w Bośni, miejsce wydania dokumentów lub bośniacki akcent. Pod pretekstem muzułmańskiego ekstremizmu, zbrodni wojennych i zwykłych przestępstw deportowano osoby, w stosunku do których takie zarzuty były w oczywisty sposób bezzasadne. Dotyczyło to także obywateli Czarnogóry, którzy byli zameldowani w Bośni. Według niektórych źródeł brali też udział w akcji ochotnicy. Udając uchodźców przenikali do ich społeczności wyszukując osoby, które ich zdaniem należało zadenuncjować.

Listy zrozpaczonych żon

W nacjonalistycznych mediach rozpętano antymuzułmańską histerię, nawoływano do łapania „poturczeńców”. Media rządowe donosiły o sukcesach policji, która rozbiła spisek islamskich ekstremistów. Rządowa gazeta „Pobjeda” donosiła o schwytaniu 48 ekstremistów zastrzegając, że policja cały czas prowadzi tę akcję, więc liczba zatrzymanych może być większa. Aresztowań dokonywano w nocy i nad ranem, zatrzymanym często nie pozwalano się ubrać, bito związanych, zrzucano ze schodów, przykładano nóż do gardła. Złapani uchodźcy byli przekazywani funkcjonariuszom Republiki Bośniackich Serbów, którzy ich wywozili do Bośni, przynajmniej osiemdziesiąt sześć deportowanych osób zostało zamordowanych, przeżyło zaledwie dziesięć.

Oczywiście taka akcja była zupełnie niezgodna z prawem międzynarodowym. Jugosławia podpisała Konwencję dotycząca statusu uchodźców, w której jasno jest sformułowana zasada, że zabrania się wydalać uchodźców na terytorium kraju, w którym grozi im niebezpieczeństwo. Czarnogóra, jako republika należąca do Jugosławii musiała przestrzegać konwencji. Tymczasem władze tej republiki nie tylko nie przejmowały się jej zapisami, ale nawet nie próbowały tego ukrywać. Trudno wyjaśnić takie postępowanie inaczej niż połączeniem skrajnej niekompetencji i poczucia bezkarności. Rodziny zatrzymanych próbowały dowiedzieć się, co stało się z ich krewnymi. Pisano listy do urzędów odpowiedzialnych za akcję, na które otrzymywano zaskakująco szczere odpowiedzi. Część z tych listów się zachowała, prawnicy rodzin dysponują oryginałami. Warto przytoczyć kilka fragmentów. Minister spraw wewnętrznych Republiki Czarnogóry osobiście podpisał list w którym odpowiada żonie, że jej mąż, Alemko Titorić z Nowego Sarajewa, został zatrzymany 26. 05. 1992 roku, w Herceg Novi, razem z 34 innymi osobami, i został przekazany funkcjonariuszom policji bośniackich Serbów, wymienionych w liście z imienia i nazwiska. Zdumiewający jest przytoczony w liście powód zatrzymania. Minister szczerze przyznaje, że Alemko Titorić został włączony do grupy Bośniaków, którzy mają być wymienieni na pojmanych bojowników serbskich. Innymi słowy minister przyznał, że zatrzymano go dla uzyskania okupu.

Sekretariat Prezydenta Republiki Czarnogóry na podobne pytanie żony innego zatrzymanego odpisał, że zgodnie z dokumentami, Alija Čardaklija został razem z 37 innymi osobami (urzędnik bardzo skrupulatnie wylicza, że było wśród nich 21 Bośniaków i 16 Serbów) przekazany bośniackim Serbom. Poniżej bezczelnie zaznacza, a ta formuła powtarza się w szeregu innych podobnych pism sporządzanych przez różne czarnogórskie urzędy, że dalszy los tej osoby nie jest znany ponieważ: „na terenie Bośni i Hercegowiny wybuchła wojna domowa, która niemal zupełnie wstrzymała współpracę policyjną i uniemożliwiła uzyskanie informacji na temat losu przekazanych osób.” Kilka miesięcy wcześniej, pomimo trwającej już wtedy wojny w Bośni, współpraca policyjna funkcjonowała znakomicie, daleko lepiej niż można było sobie życzyć.

Niszczono dowody

Po zakończeniu wojen w byłej Jugosławii część rodzin deportowanych osób założyła stowarzyszenie, którego celem było uzyskanie zadośćuczynienia i doprowadzenie do osądzenia winnych. Pierwsze pozwy skierowano do czarnogórskich sądów pod koniec 2004 roku. Wydawało się, że dowody jakimi dysponują prawnicy umożliwią szybkie zakończenie procesów.

Tymczasem okazało się, że szereg istotnych dla sprawy dokumentów zostało zniszczonych. Urzędnicy nie mogli się już czuć bezkarni, kilka lat wcześniej aresztowano przecież prezydenta Serbii, Slobodana Miloszewicia. Nawet dobre stosunki z państwami Unii Europejskiej nie mogły być gwarancją bezpieczeństwa. Większość osób zaangażowanych w deportację uchodźców zakończyła już polityczną karierę, ale niektórzy z nich ciągle zajmują wysokie stanowiska państwowe.

Kiedy w 1992 roku deportowano uchodźców, premierem Czarnogóry był Milo Đukanović, pozostawał na tym stanowisku do 1998 roku, kiedy został prezydentem. Po zakończeniu kadencji powrócił na fotel premiera, który z półtoraroczną przerwą zajmował do grudnia 2010 roku. Po ustąpieniu zachował przywództwo rządzącej partii. Milo Đukanović jest sprawnym i niezwykle popularnym politykiem, jest bardzo mało prawdopodobne, by opozycja mogła mu poważnie zagrozić. Co prawda nie ma dowodów na jego udział w planowaniu i prowadzeniu deportacji, ale trudno uwierzyć, że mógł o niej nie wiedzieć. Powracanie do wydarzeń z początku lat dziewięćdziesiątych na pewno nie jest mu na rękę. Może to tłumaczyć problemy jakie napotykają śledztwa o zbrodnie wojenne prowadzone przeciwko obywatelom Czarnogóry. Chociaż od ich rozpoczęcia mija już 6 lat, a zarzuty postawiono kilku niższej rangi urzędnikom, nie udało się jeszcze nikogo skazać.

Część rodzin uzyskała rekompensaty, lecz ich wysokość znacząco odbiega od oczekiwań. Istotne jest to, że niektóre sądy uznały winę administracji Czarnogóry, co pozwala żywić nadzieję, że również sprawcy doczekają się kary.

Kłamstwa prosto w oczy

Jednak przedstawiciele najwyższych władz tego państwa nie biorą przykładu z sądów. Prezydent Czarnogóry na spotkaniu z muzułmańskimi duchownymi wspominał czas wojny w Bośni mówiąc: „W tamtych trudnych czasach Czarnogóra przyjęła dziesiątki tysięcy bośniackich muzułmanów. Znaleźli oni tutaj schronienie, zostali przyjęci z otwartymi sercami i wielkim współczuciem. Pomagano im wrócić do ich domów.” Można się tylko domyślać co czuli krewni pomordowanych uchodźców słysząc takie słowa.

Autor opracowania dotyczącego deportacji uchodźców z Czarnogóry, Šeki Radončić mówi: „Sześćdziesiąt lat od klęski faszyzmu, demokratyczne Niemcy nie umniejszają swojej odpowiedzialności za to, co się wydarzyło w nazistowskim okresie historii Niemiec. Przeciwnie, na centralnym placu Berlina zbudowano wielki pomnik holocaustu zaraz obok instytucji symbolizujących wielkość i siłę narodu niemieckiego. W Herceg Novi, skąd po dobrze zaplanowanej akcji łapania większość uchodźców wysłano na śmierć, należałoby postawić przynajmniej niewielki pomnik ofiar tej zbrodni. Dopiero kiedy to się stanie, będzie można mówić o czarnogórskim wstydzie i jakimś początku oczyszczenia”

Jak dotąd sprawą deportacji uchodźców z Czarnogóry nie zainteresowali się prokuratorzy Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Byłej Jugosławii.


Wojciech Haller



o © 2007 - 2020 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Poniedziałek 30 marca 2020
Imieniny
Amelii, Dobromira, Leonarda

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl