Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Oto polski Indiana Jones

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Co naprawdę działo się ze zrabowanymi skrzypcami Stradivariego albo z otoczoną mistyczną wręcz aurą włócznią św. Maurycego? Czy historyczne oręża z polskich muzeów posłużyły Himmlerowi do ozdobienia ścian świątyni czarnego zakonu SS? Gdzie podziały się skradzione, bezcenne dzieła sztuki i czy uda się je kiedykolwiek odzyskać?
Oto polski Indiana Jones

Oto polski Indiana Jones
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

- Niektóre z nich już zostały zlokalizowane. Wiemy w czyich rękach się znajdują. Pozostaje tylko dołożyć starań, aby znów trafiły do polskich muzeów - przyznaje dr Robert J. Kudelski, badacz i poszukiwacz skarbów zrabowanych podczas II Wojny Światowej, autor książki Zrabowane Skarby, która ukazała się pod patronatem MenStream.pl. - To, co jeszcze pozostało do odkrycia, wiąż spędza sen z oczu wielu miłośnikom tajemnic historii - dodaje.

MenStream.pl: - Poszukiwacz skarbów większości z nas kojarzy się raczej z typem awanturnika pokroju Indiany Jonse'a - z biczem i rewolwerem w ręku. Pan stosuje inne metody.

Robert J. Kudelski: - Ta dość romantyczna wizja raczej niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Śledztwa, jakie prowadzą do odkrycia choćby najmniejszego śladu skarbów, zwykle bywają bardzo mozolne. To nie filmowe przygody spod znaku bicza i rewolweru. Dzisiejsze przepisy szczegółowo regulują kwestię prowadzenia poszukiwań. Nie każdy teren może być obszarem poszukiwań. Niektóre miejsca są stanowiskami archeologicznymi, inne mogą być parkami narodowymi lub obiektami historycznymi. Prowadząc je potrzebna jest zwykle zgoda konserwatora zabytków. Jemu też powinny być zgłaszane wszelkie znaleziska o charakterze zabytku.

Czy jest to kosztowne zajęcie?

Mało jest osób tak niezależnych finansowo, aby sobie pozwolić na taki tryb życia, aby bez reszty poświęcić się poszukiwaniom. Tropienie zaginionych dzieł sztuki, zabytków czy ukrytych gdzieś kosztowności lub depozytów bankowych, to najczęściej hobby. Chęć przeżycia przygody, zetknięcia się z tajemnicą. Dla mnie to zarówno sposób spędzania wolnego czasu, jak i swoista gimnastyka intelektualna.

Podobno już jako 9-latek napisał Pan swoją pierwszą książkę o poszukiwaniu skarbów.

(Śmiech) No tak... Już w chłopięcym wieku sprawa skarbów rozbudzała moją wyobraźnię. Fascynowali mnie piraci i ich łupy. Więc dziecięcą fantazję, podsycaną opowieściami i historiami o ukrytych skarbach, przelewałem na papier. Były tam rysunki i mapy bliżej nie określonych wysp. Oczywiście zaznaczyłem na nich miejsce ukrycia skarbów.

Do dziś pisze Pan o skarbach...

Owszem. Ale zdecydowanie w inny sposób (śmiech). Nad ostatnią książką, o zrabowanych w czasie II wojny światowej dziełach sztuki, pracowałem siedem lat. Ustaliłem nowe fakty, przeanalizowałem niedostępne do niedawna dokumenty i zrekonstruowałem losy wielu zabytków, które do dziś uważa się za zaginione.

Czy tak wygląda praca współczesnego poszukiwacza skarbów?

Trochę tak. Myślę, że prawdziwego poszukiwacza pasjonuje zdobywanie i poszerzanie swojej wiedzy. To ona jest bowiem kluczem do rozwiązania zagadek historii. Jednak polskie środowisko eksploracyjne jest zróżnicowane. Część z poszukiwaczy to miłośnicy historii, którzy poszukują pozostałości po dawnych bitwach, części umundurowania, zabytkowej broni, miejsc związanych z toczonymi działaniami wojennymi. Są też tacy, który starają się rozwikłać tajemnice tej ostatniej wielkiej wojny. Poszukują pozostałości po fortyfikacjach, zbierają pamiątki, fotografie, tropią ślady wywożonych z okupowanych krajów zabytków i dzieł sztuki. Wiele osób spędza tygodnie w archiwach. Ich wiedza jest naprawdę godna podziwu.

Więc to praca nad dokumentami, w archiwach i bibliotekach? A co z częstym atrybutem poszukiwaczy - wykrywaczem metali wykorzystywanym w terenie, mapą i łopatą?

Najczęściej młody i niedoświadczony poszukiwacz zafascynowany historiami przeczytanymi w książkach zaczyna poszukiwania od zakupu wykrywacza metali. Chciałby jak najszybciej znaleźć to czego nie udało się innym, licząc, że przy okazji zdobędzie sławę i bogactwo - o ile oczywiście obowiązujące w danym kraju prawo pozwala mu je zatrzymać. Jednak nieczęsto się zdarza, by ktoś miał na tyle szczęścia, aby odnaleźć taki skarb.

Doświadczanie pokazuje, że najważniejsza w poszukiwaniu skarbów - jakie by one nie były, czy to dzieła sztuki, czy kosztowności - jest informacja. Dopiero dotarcie do źródeł, przewertowanie archiwów, dokumentów, poznanie relacji świadków, pozwala zweryfikować, czy jakaś sytuacja mogła mieć miejsce, czy otaczająca dane miejsce legenda w ogóle ma jakieś podstawy historyczne. Dopiero wówczas, za zgodą stosownych służb oczywiście, powinno się rozpocząć przygotowania do eksploracji, które wieńczą dzieło. To swego rodzaju rytuał. W innym przypadku są działaniem pozbawionym emocji i obdartym z szansy na wyjaśnienie tajemnicy.

Więcej czasu spędza się więc w archiwach niż w terenie?

Nie ma jednego, bez drugiego. Prowadząc poszukiwania, a więc biorąc udział w rozwiązywaniu zagadki historii, nie można pójść na skróty. Prawdziwa eksploracja to zarówno docieranie do interesujących dokumentów, jak i badania terenowe, a więc żywe zetknięcie się z historią. Trudno odpowiedzieć na wiele pytań nie znając podstawowych faktów. Nie wyjaśni się tajemnicy nie znając warunków terenowych. Tylko biorąc pod uwagę maksymalnie wiele informacji można dokonać jakiegoś odkrycia, potwierdzić lub obalić legendę.

Wiele ze zrabowanych skarbów wciąż rozbudza wyobraźnię poszukiwaczy. Wciąż poszukuje się słynnej Bursztynowej Komnaty. W swojej ostatniej książce Zrabowane skarby postanowił Pan wyjaśnić losy innych skarbów.

Zainteresowały mnie tematy, które przykrył kurz historii. Są to sprawy rzadziej poruszane, z pewnego punktu widzenia nowe. Zafascynowały mnie losy kolekcji światowej sławy grafologa polskiego pochodzenia Rafała Schermanna. Właściciel zbioru, wśród którego miały być dzieła m.in. Rembrandta, Velasqueza, van Eycka oraz kilkaset innych cennych zabytków - wraz z całą kolekcją zaginął podczas zawieruchy wojennej. Udało mi się dotrzeć do kilku zdjęć przedstawiających cenne zabytki i ustalić fakty, które wskazują, że zostały one zrabowane przez Niemców i wywiezione w nieznanym kierunku. I tyle. Próby odnalezienia eksponatów podjęta przez siostrę Schermanna tuż po wojnie, pomimo pomocy państwa polskiego spełzły na niczym. Jak to możliwe, że taka kolekcja zniknęła bez śladu? Podobnie ciekawym tematem jest sprawa dzieł zebranych w rezydencji Hansa Franka w Krynicy Zdroju. Te zbiory, których część stanowiły eksponaty z Muzeum Narodowego w Warszawie również zaginęły bez śladu.. Te wątki do dziś czekają na wyjaśnienie.

W swoim śledztwie porusza Pan również historię innych tajemniczych skarbów. Unikalny medalion cesarza Jowiana, zdobiony runami grot włóczni z Kowla - symbol władzy Wandalów - czy dwa miecze wikingów zrabowane przez Himmlera z kolekcji Krasińskich. Wszystkie te przedmioty również nigdy nie zostały odnalezione. Dlaczego zwróciły taką uwagę nazistów?

Himmler miał obsesję na punkcie kultu pangermańskiego. Poszukiwał jego korzeni na całym świecie. Jego służby docierały do źródeł archiwalnych, prowadziły poszukiwania i gromadziły przedmioty, które umacniały teorię o dominacji rasy germańskiej. Wiele tego typu przedmiotów zostało zrabowanych na terenie Polski. Część z nich trafiła do zamku Wewelsburg w Westfalii. Większość nie wróciła już do polskich muzeów.

Zrabowane w Polsce dzieła sztuki posłużyły jako wyposażenie świątyni SS?

Himmler otaczał się mistykami i okultystami. Zrabowane skarby z całej Europy, w tym także z Polski, miały zdobić wnętrza zamku Wewelsburg. W tej świątyni chciał odtworzyć wierzenia i kulty germańskie. Dlatego potrzebne mu były przedmioty, które pomogłyby ugruntować nową religię rasy panów. Wawelsburg miał być stolicą tak zwanego czarnego zakonu SS. Odbywały się tam swoiste uroczystości z udziałem najwyższych kapłanów – przedstawicieli SS.

Podczas gdy Himmler poszukiwał korzeni germańskich mitów, Hitler podobno upodobał sobie dzieła niemieckich malarzy, a szczególnie Durera. Z kolei Generalny Gubernator okupowanych ziem polskich - Hans Frank - polskimi dziełami sztuki ozdabiał swoje bura i rezydencje. Czy rzeczywiście wszyscy oni byli takimi koneserami sztuki?

Absolutnie nie! W większości przypadków kompletnie nie znali się na sztuce. Za konesera wśród hitlerowskich dygnitarzy mógł uchodzić jedynie Goering, który wychował się wśród arystokracji i potrafił docenić sztukę. Wielokrotnie podkreślał, że jest człowiekiem Renesansu, ale i jego kolekcja była chaotyczna. Zwyczajnie zbierał wszystko, co miało jakąkolwiek wartość materialną. Kiedy jeden z historyków sztuki zobaczył zalążki kolekcji Hitlera, był wręcz zdegustowany. To był przypadkowy zbiór obrazów. Dopiero pomoc dyrektora galerii drezdeńskiej - Hansa Posse - przyczyniła się do stworzenia zapierającej dech w piersiach kolekcji. Wśród zrabowanych arcydzieł, liczonych w tysiącach, przeważali twórcy niemieccy, których wódz cenił ponad wszystko – w ten sposób w ręce Hitlera szkice rysunki Durera z Muzeum Lubomirskich.

Fascynacja dziełami sztuki szybko stała się modą wśród hitlerowców. Większość otaczała się nimi, aby pokazać swoją pozycję i przypodobać się Hitlerowi. Dlatego też część zabytków zrabowanych z terenów okupowanych stawała się użytkowym wyposażeniem biur i apartamentów nazistowskich dygnitarzy. Dzieła sztuki stały się również przedmiotem handlu i w razie potrzeby mogły być cennym prezentem dla innych urzędników.

W zawłaszczaniu skarbów musieli więc bardzo ze sobą rywalizować. W swojej książce pisze Pan o kliku różnych organizacjach, podlegających różnym dygnitarzom - zajmujących się tak zwanym zabezpieczaniem dzieł sztuki.

Oczywiście, tak działo się od początku wojny. Rabunek dzieł sztuki nabierał jednak tempa. Po Anschlussie Austrii sam Hitler rozkazał wywieść z Wiednia regalia Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Jednak już na terenie okupowanej Polski grabież przybrała olbrzymią skalę. Do jej przeprowadzenia oddelegowano kilkanaście struktur wspieranych przez służbę bezpieczeństwa, wojsko i policję.

Część z tych zabytków przejął Himmler. Podobno bardzo interesowała go Święta Włócznia.

Tak. Aktywność jego służb była zauważalna już w 1938 roku. Kiedy z Wiednia do Norymbergi przewieziono wspomniane regalia Himmler zaoferował swoją opiekę nad tymi skarbami. Zrobił wszystko by mieć dostęp do mistycznej włóczni Longinusa.

Skoro miał już oryginał, do czego potrzebna mu była jej wawelska kopia?

Na początku XX wieku pojawiła się hipoteza mówiąca o tym, że cesarz Otton III podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego przekazał polskiemu królowi Bolesławowi Chrobremu nie kopię, a oryginalną włócznię Longinusa, której grot miał przebić bok umierającego na krzyżu Chrystusa. Teoria ta zyskała na popularności w środowiskach mistyków skupionych wokół Himmlera. Oryginalna włócznia mogła mieć decydujące znaczenie w nadchodzącym konflikcie. Przypisywano jej moc, która zapewniała jej właścicielowi zwycięstwo w boju. Himmler chciał mieć pewność, że w jego rękach będzie oryginalny grot. Już 9 września 1939 roku Niemcy zabrali polską relikwię z krakowskiego skarbca katedralnego. Na jakiś czas ślad po niej zaginął. Po licznych badaniach przeprowadzonych w Norymberdze zwrócono ją na Wawel. Niemcy stwierdzili, że jest ona jednie kopią Świętej Włóczni.

To bardzo trudne pytanie. Naukowcy z ramienia Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz resortu spraw zagranicznych w 1955 roku prowadzili bardzo gruntowne badania. Oszacowali, że do dziś nie odnaleziono około 516 tysięcy zabytków o łącznej wartości przekraczających 500 milionów przedwojennych złotych. Jednak ich szacunki objęły tylko te zabytki, które znajdowały się w inwentarzach muzealnych lub rejestrach prywatnych właścicieli. Trzeba też pamiętać, że po wojnie winą za grabież dzieł sztuki obarczano wyłącznie Niemców. Rabowali jednak i Rosjanie. Wśród tych start są jednak zabytki, których do dziś nie udało się odzyskać, ale znamy miejsce ich przechowywania. Jednym z takich przypadków są skrzypce Stradivariego należące uprzednio do łódzkiego przemysłowca Henryka Grohmana. Niemcy zrabowali je z Muzeum Narodowego w Warszawie i ślad po nich zaginął. Kilka lat temu pojawiły się jednak na aukcji w Stanach Zjednoczonych. W zasadzie wydawałoby się, że wystarczy podjąć zdecydowane działania, by odzyskać skrzypce i inne dzieła sztuki.

Dlaczego więc się tego nie robi?

Robi się. W ciągu ostatnich lat do Polski wróciło część cennych zabytków zaginionych w czasie wojny. Nie jest to jednak łatwe ze względów proceduralnych. Często jest to również operacja bardzo kosztowna. Przede wszystkim trzeba dowieść pochodzenia danego zabytku. Później przejść całą drogę prawną, a nierzadko podjąć rozmowy z posiadaczem w celu odkupienia jakiegoś zabytku. Nie wszyscy są chętni by się ich wyzbyć, niektórzy nigdy się nie przyznają do ich posiadania. Stąd od połowy lat 50. nieznacznie tylko zmieniła się liczba odzyskanych dzieł.

Dużo mówi się o skarbach zrabowanych przez Niemców, a potem przez Rosjan. Jednak są również dowody na to, że także polskie służby specjalne, dygnitarze PRL i urzędnicy państwowi, mieli swój udział w rabowaniu dzieł sztuki. Wiele z zabytków po wojnie nigdy nie miało trafić do muzeów, ale do prywatnych kolekcji.

To prawda, nie da się ukryć, że takie działania były również prowadzone. Wiele ze skarbów, które zostało odnalezionych zawłaszcza na Dolnym Śląsku - skąd tylko w 1946 roku udało się odzyskać 28 wagonów i 118 samochodów ciężarowych po brzegi załadowanych dziełami sztuki - trafiała rzeczywiście do biur zajmowanych przez prominentnych funkcjonariuszy partyjnych i aparat bezpieczeństwa. Niektóre zabytkowe meble stawały się wyposażeniem urzędów lub prywatnych apartamentów. Towarzysz Bierut rozdysponował na przykład część wyposażenia zamku Czocha.

Skala tego typu działań jednak nie była tak wielka, aby można było ją porównać do działań okupantów. O wiele większe starty ponieśliśmy zaraz po wojnie, kiedy przez kraj przetaczały się fale szabrowników, nieuczciwych poszukiwaczy, którzy skarby postanowili zatrzymać dla siebie, wywieźć z kraju, albo zwyczajnie sprzedać.

Czy dzisiaj bycie poszukiwaczem skarbów jest łatwiejsze w związku z szybkim i szerokim dostępem do informacji oraz nowoczesnej techniki? A może jednak trudniejsze niż w latach 50., kiedy w ręce poszukiwaczy raz po raz trafiały jakieś cenne przedmioty?

Paradoksalnie, choć dziś dysponujemy znacznie większym dostępem do informacji, archiwami on-line, wieloma publikacjami dotyczącymi zaginionych skarbów, to możemy mówić już tylko o tym, czego nie ma, a co jeszcze w latach 50. można było odnaleźć. Mała jest szansa, że dziś uda się dotrzeć do jakiegoś podziemnego schronu, sztolni czy zamkowej piwnicy szczelnie wyładowanych zaginionymi dziełami sztuki lub zrabowanym podczas wojny majątkiem. Dziś wyjaśniamy właściwie wątki spraw, które odeszły do historii. Nie odznacza to jednak, że w dalszym ciągu na poszukiwaczy nie czekają zagadki do wyjaśnienia. Wręcz przeciwnie. Jest ich jeszcze bardzo dużo i kto wie, czy ich rozwiązaniem nie będzie odnalezienie jeszcze jakiś cennych dóbr. Mimo że odkrywanie historii jest moim hobby, to wiąż mam nadzieję, że dane mi będzie ujrzeć skarbiec wypełniony cennymi dobrami.

Dr Robert J. Kudelski

Badacz i autor wielu książek poświęconych eksploracji i oraz stratom wojennym. Tropi ślady zarówno dóbr materialnych, jak i zbiorów sztuki zrabowanych przez najeźdźców w czasie II Wojny Światowej, jak i tuż po niej. Jest współautorem książek Tajemnice Riese. Na tropach największej kwatery Hitlera, publikacji dotyczącej losów cysterskiego opactwa Lubiąż. Na tropach wojennych tajemnic i Wojenne sekrety Lubiąża oraz Złoto generałów. Służby specjalne PRL na tropie skarbów III Rzeszy. Jest również autorem książek Tajemnice nazistowskich grabieży polskich zbiorów sztuki, Zaginiony konwój SS oraz Merkers - Skarbiec III Rzeszy. Nad ostatnią książką Zrabowane Skarby pracował siedem lat wnikliwie badając losy najcenniejszych polskich zabytków ukazując mroczne kulisy grabieży dzieł sztuki w czasie II Wojny Światowej.


MenStream.pl



o © 2007 - 2019 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl
Dzisiaj
Czwartek 12 grudnia 2019
Imieniny
Ady, Aleksandra, Dagmary

tel. 660 725 808
tel. 512 745 851
reklama@otomedia.pl